Rzeczywistość czasem mnie przeraża.
Dec. 8th, 2006 11:41 pmOstrzeżenie #1: Nie jest optymistycznie.
Ostrzeżenie #2: O ile często włącza mi się cynizm w sytuacjach niesprzyjających, gdzieś tam w okolicach jelit jestem idealistką, co pewnie część z Was już zauważyła...
Ostrzeżenie #3: Chciałam to z siebie wyrzucić, ale Wy nie musicie czytać;]
Życie sobie płynie, górką, dolinką, kanionem, laskiem, pustynią, nieważne. Płynie sobie, ja sobie płynę. I czasem, rzadko, zdarza się, że mnie ogłuszy.
Ostatnio znów przyszło z zaskoczenia - oglądam sobie "Numb3rs", kolejne śledztwo FBI, podejrzany o coś-tam ginie, w jego komputerze znajdują dziecięcą pornografię. Ale to jeszcze "nic", oglądam dalej, akcja się przenosi do Wydziału ds. Przestępstw Przeciw Dzieciom (czy coś takiego) i nagle ojciec pokazujący zdjęcie dziewczynki mówi: "Moja żona jest narkomanką. Boję się, że mogła sprzedać córkę za narkotyki." I obuchem w łeb.
I to nie chodzi o to, że ja nie wiem, że takie rzeczy, jak pornografia dziecięca, jak matki zaniedbujące swoje dzieci, jak wiele innych rzeczy, o których słyszę/czytam/oglądam, się zdarzają... ale przecież tak naprawdę nie wiem, prawda? Nie ma tego w moich górkach, dolinkach itp. Gdzieś ta rzeczywistość istnieje, a ja czasem czuję się jak z innego wymiaru.
Zawsze można powiedzieć, że to tylko serial. Jasne, że tak. Tyle, że gdyby zagłębić się w rzeczywiste statystyki, byłoby jeszcze gorzej. I wtedy już nie ma wymówki.
Prawdziwe statystyki bolą. Pamiętam, jak kilka miesięcy temu przeczytałam, że ponad miliard osób nie ma stałego dostępu do wody pitnej. Ponad miliard. Też wtedy wpatrywałam się w monitor i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.
A dziś byłam na mini-wystawie "Czas pomóc innym". Obok zdjęć umieszczono statystyki.
Ponad 1,2 miliarda ludzi żyje za mniej niż dolara dziennie.
Na całym świecie jest 800 milionów niedożywionych ludzi.
Na całym świecie 2,6 miliarda ludzi nie ma dostępu do urządzeń sanitarnych.
W najbiedniejszych krajach co piąte dziecko nie chodzi do szkoły.
Co roku prawie 11 milionów dzieci, czyli 1200 dzieci na godzinę, umiera na uleczalne choroby.
Wydłużenie procesu edukacji matek o jeden rok zmniejsza śmiertelność dzieci o 5-10%.
W krajach rozwijających się co roku umiera pół miliona kobiet w ciąży, czyli jedna kobieta co minutę.
Co minutę 19 osób zakaża się na całym świecie wirusem HIV.
W takich chwilach czuję się jak małe dziecko, które nie rozumie, co poszło nie tak ze światem.
I co z tego, że mam 20 lat, mniejsze lub większe pojęcie o polityce, gospodarce, korupcji, przestępczości, o ludziach? To mi specjalnie nie pomaga.
Ostrzeżenie #2: O ile często włącza mi się cynizm w sytuacjach niesprzyjających, gdzieś tam w okolicach jelit jestem idealistką, co pewnie część z Was już zauważyła...
Ostrzeżenie #3: Chciałam to z siebie wyrzucić, ale Wy nie musicie czytać;]
Życie sobie płynie, górką, dolinką, kanionem, laskiem, pustynią, nieważne. Płynie sobie, ja sobie płynę. I czasem, rzadko, zdarza się, że mnie ogłuszy.
Ostatnio znów przyszło z zaskoczenia - oglądam sobie "Numb3rs", kolejne śledztwo FBI, podejrzany o coś-tam ginie, w jego komputerze znajdują dziecięcą pornografię. Ale to jeszcze "nic", oglądam dalej, akcja się przenosi do Wydziału ds. Przestępstw Przeciw Dzieciom (czy coś takiego) i nagle ojciec pokazujący zdjęcie dziewczynki mówi: "Moja żona jest narkomanką. Boję się, że mogła sprzedać córkę za narkotyki." I obuchem w łeb.
I to nie chodzi o to, że ja nie wiem, że takie rzeczy, jak pornografia dziecięca, jak matki zaniedbujące swoje dzieci, jak wiele innych rzeczy, o których słyszę/czytam/oglądam, się zdarzają... ale przecież tak naprawdę nie wiem, prawda? Nie ma tego w moich górkach, dolinkach itp. Gdzieś ta rzeczywistość istnieje, a ja czasem czuję się jak z innego wymiaru.
Zawsze można powiedzieć, że to tylko serial. Jasne, że tak. Tyle, że gdyby zagłębić się w rzeczywiste statystyki, byłoby jeszcze gorzej. I wtedy już nie ma wymówki.
Prawdziwe statystyki bolą. Pamiętam, jak kilka miesięcy temu przeczytałam, że ponad miliard osób nie ma stałego dostępu do wody pitnej. Ponad miliard. Też wtedy wpatrywałam się w monitor i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.
A dziś byłam na mini-wystawie "Czas pomóc innym". Obok zdjęć umieszczono statystyki.
Ponad 1,2 miliarda ludzi żyje za mniej niż dolara dziennie.
Na całym świecie jest 800 milionów niedożywionych ludzi.
Na całym świecie 2,6 miliarda ludzi nie ma dostępu do urządzeń sanitarnych.
W najbiedniejszych krajach co piąte dziecko nie chodzi do szkoły.
Co roku prawie 11 milionów dzieci, czyli 1200 dzieci na godzinę, umiera na uleczalne choroby.
Wydłużenie procesu edukacji matek o jeden rok zmniejsza śmiertelność dzieci o 5-10%.
W krajach rozwijających się co roku umiera pół miliona kobiet w ciąży, czyli jedna kobieta co minutę.
Co minutę 19 osób zakaża się na całym świecie wirusem HIV.
W takich chwilach czuję się jak małe dziecko, które nie rozumie, co poszło nie tak ze światem.
I co z tego, że mam 20 lat, mniejsze lub większe pojęcie o polityce, gospodarce, korupcji, przestępczości, o ludziach? To mi specjalnie nie pomaga.
no subject
Date: 2006-12-08 11:16 pm (UTC)Rusza mnie bite dziecko placzące za moją ścianą, albo dzieciaki w bramie, w cienkich sweterkach, brudne i zaniedbane, gdy na dworze zero stopni. Albo wszystkie te znane ze statystyk policyjnych patologie, które na własne oczy widziałam pod własnym dachem.
A statystyki i liczby nie. Przykro mi.
I to chyba nie jest tak, że "coś nie tak poszło ze światem". Inaczej nigdy nie było. Tylko że teraz ludzie dorośli do tego, żeby nazywać rzeczy po imieniu i pomagać.
no subject
Date: 2006-12-08 11:23 pm (UTC)no subject
Date: 2006-12-08 11:26 pm (UTC)no subject
Date: 2006-12-08 11:32 pm (UTC)A jak przestanę myśleć o Liczbach, a rozejrzę się wokół siebie, to mogę NAPRAWDĘ coś zrobić i naprawdę się zaangażować.
Jednak w jakiś sposób to jest z mojej strony cynizm - mnie np. nie rusza wiadomość o iluś tam zabitych w kopalni, a raczej nie rozumiem, czemu gdy ginie jeden górnik, to nie wprowadza się żałoby narodowej. Czy nieszczęścia się sumują?
Tak naprawdę, Liczby odciągają od problemu i spłycają, ponieważ trudno wyobrazić sobie milion umierających, a jednego - łatwo. Jak powiedział Stalin (lol): "Jedna śmierć to tragedia, tysiąc to statystyka".
Ale to tak chyba nie na temat ;)
no subject
Date: 2006-12-08 11:24 pm (UTC)Jakoś niedawno rozmawiałam z Innosem na temat tego, co można w życiu zdziałać. Zarzucił mi, że całego świata nie naprawię. Owszem, zdaję sobie sprawę, z tego sprawę, nie ma takiej fizycznej możliwości. Ale nie mam zamiaru siedzieć z założonymi rękoma i COŚ będę robić.
Świat bywa zły. I nóż się w kieszeni otwiera, gdy patrzymy na niektóre rzeczy, szczególnie te, które dotykają dzieci. I trochę potrwa zanim się z takiego szoku otrząśniemy. Bo na takie zło nie ma wytłumaczenia. A wszystko, co przychodzi do głowy wydaje się bezdennie głupie.
Ale ja wierzę, że dasz sobie radę i dowiesz sięm co możesz zrobić, żeby było chociaż trochę lepiej.
*ramionka*
no subject
Date: 2006-12-08 11:29 pm (UTC)Tylko czasem staje się przed takim właśnie murem "Nie naprawię całego świata" i czy chcę tego, czy nie, tak po prostu jest i ja o tym wiem. Ale kiedy stoję pod tą ścianą muszę sobie to powtórzyć jeszcze raz.
I zgadzam się, dlaczego mamy nie robić nic tylko dlatego, że nie możemy wszystkiego?
*ramionka też*
no subject
Date: 2006-12-08 11:35 pm (UTC)Dla mnie rozwiązanie jest proste, bo zawsze pamiętam o słowach mojego ajdola na wieki, czyli Korczaka (ale to z Talmudu chyba):
"Kto uratował jedno życie, uratował cały świat"
:)
no subject
Date: 2006-12-08 11:38 pm (UTC)(tak, to chyba Talmud, ostatnio gdzieś to przeczytałam;))
Ten mój kawałek, który zacytowałaś, to też parafraza kogoś, ale nie pamiętam, kogo. Grunt, że niegópi był.
no subject
Date: 2006-12-08 11:44 pm (UTC)no subject
Date: 2006-12-09 12:39 am (UTC)Przyznam się wszelako, że mnie bardziej porusza historia, konkret, niż odległa liczba. I może to nie jest do końca złe. Bo to co możemy zrobić nie jest w Afryce czy Azji. Możemy zacząć czynić dobro koło siebie, i to nie jest wcale wbrew pozorom bzdurne gadanie i spychanie sprawy. Dearest, Ty też możesz coś zrobić dobrego, i pewnie zresztą robisz nawet o tym nie myśląc, dearest. Ekhm. Wódka. Dearest again.
W każdym razie - są rzeczy dobre do zrobienia w otoczeniu. Można pomóc biednym tutaj. Można dobrze głosować w wyborach. Można być dobrym pracownikiem, uczniem, zmieniać system od środka, zmieniać świat od tego naszego kawałka, walczyć o równość tutaj, o prawa niepełnosprawnych i biednych i skrzywdzonych i mniejszości. I jeśli tutaj będzie się lepiej działo, to i na świecie będzie lepiej a poza tym ja tam uważam, że czyn jest lepszy od udzielania finansowego wsparcia.
I w Krakowie/Toruniu/Elblągu są ludzie potrzebujący pomocy. I lepiej jest pomagać im niż, jak to czyni wielu, głośno chwalić się swoim wsparciem dla sierot trzeciego świata. Ty dostrzegasz zło tutaj i Tam. Już przez samo dostrzeganie masz szansę na zrobienie czegoś cholernie ważnego - wyraż enie sprzeciwu. Może to mój naiwny pogląd, ale sprzeciw jest ważny.
::hugs::
Ciepło mi i dobrze słychać tak pełne przejęcia głosy ze strony naszej 'cynicznej' młodzieży. Jest w nas ogień i żar i jesteśmy dobrzy.
♥
You're the bestest.
no subject
Date: 2006-12-09 12:40 am (UTC)no subject
Date: 2006-12-09 09:26 am (UTC)Dzięki ♥
Jest w nas ogień i żar i jesteśmy dobrzy.
No ba:) Na pewno nie jesteśmy tacy cyniczni, jak się niektórym wydaje;)
no subject
Date: 2006-12-09 09:27 am (UTC)no subject
Date: 2006-12-09 11:57 am (UTC)Statystyki mnie raczej nie przygnębiają, tu jestem okazem cynicznej, zepsutej młodzieży, ale mam inne spojrzenie na pomaganie lokalnej społeczności. Tu dla mnie zawsze wzorem jest ojciec - jest sceptyczny wobec zbiórek na pomoc dla Afryki, itp., ale co roku robi wigilię dla seniorów, wspomaga klub seniora, załatwia paczki, bezpłatne obiady...