kubis: (SPN - Sam goodbye Dad)
[personal profile] kubis
Dawno, dawno temu (no dobra, w ubiegłą niedzielę) gadałam z Nilc o jej "Trzech rzeczach...". Ona powiedziała mi, co chce napisać w trzeciej części, a ja jej o tym, co tam widzę, ona, że jestem angstem i potworem... Yyy, no dobra. W każdym razie, mój plan był taki, żeby to Nilc napisała o tym, co wymyśliłam. Ale wyszło na to, że pisać mam ja.
Więc napisałam. Spin-off, fanfik do fanfika, Powrót-z-Piekła'verse, nazwijcie to jak chcecie.

Dla [livejournal.com profile] le_mru, oczywiście. I dzięki, za inspirację pomysłem i za pomoc :)

Słów: 939
Spoilery: do 2x14 Born under a bad sign
Inspirowane przez 3 część fika [livejournal.com profile] le_mru: Trzy rzeczy, których John Winchester nigdy nie zrobił (jak dotąd) i trzeba przeczytać ją najpierw ;)


Granica



Gdyby Sam uruchomił swój mechanizm ironii, zapewne stwierdziłby, że to śmieszne, że John Winchester, który kiedyś nie przyjechał z innego stanu, gdy jego starszy syn umierał, teraz wrócił z Piekła, kiedy bracia nie mogli się porozumieć.
Ale nie uruchomił, bo obawiał się, że ironia mogła bardzo szybko przerodzić się w histeryczny śmiech. A tego byśmy nie chcieli.

Bo są pewne granice, prawda?

Cóż, najwyraźniej Winchesterowie mieli jakieś sfałszowane paszporty także na drogi, o których Sam wolał nie myśleć.

Gdy ojciec mijał go w drzwiach, najmłodszy Winchester czuł na karku ukłucia ostrych igieł strachu. Strachu i wewnętrznego alarmu, którego już dawno temu, na długo przed wizjami, nauczył się nie ignorować. Sam potrafił dosłownie wyczuć niebezpieczeństwo, choć nie wiedział, czy to jego przeklęty dar, czy tylko lata doświadczenia.
Zamknął drzwi i odwracał się już w stronę mężczyzny, kiedy w tej samej chwili z łazienki wyszedł Dean.
- Kto...?
Sam patrzył jak oczy jego brata robią się coraz większe, a skóra bledsza. W połączeniu z opuchniętą twarzą i bandażem na ramieniu prezentował się nie najlepiej.
- Hej, Dean. Wyglądasz okropnie. Myślałem, że umiesz o siebie zadbać, kiedy nie ma mnie w okolicy.
Sam słyszał głos Johna Winchestera tyle razy w swoim dwudziestoczteroletnim życiu, że niemal nie dziwił się Deanowi, kiedy automatycznie zareagował:
- Tak jest.
Natomiast zaniemówił po chwili, kiedy zobaczył, jak starszy mężczyzna robi krok do przodu, Dean robi trzy i wpadają sobie w ramiona. Wszystko wyglądało prawie tak jak wtedy, kiedy ojciec pojawił się w Chicago, ale tylko prawie, bo tak naprawdę wcale nie, zbyt dużo rzeczy zdarzyło się od tego czasu, Dean został postrzelony, Sam opętany, a ich tata nie żył, więc to, co działo się teraz, nie miało prawa mieć miejsca.


Sam czeka więc, pół godziny, godzinę, półtorej, nie szkodzi, ma czas, wcale mu się nie spieszy, czeka aż Dean wyjdzie do toalety, do sklepu po jakieś jedzenie, do Impali, gdziekolwiek. Ma czas, żeby odszukać to, czego potrzebuje – potwierdzenia. Bo może nie zawsze pyta, ale zawsze sprawdza, zanim strzela.
Po jakichś stu osiemnastu minutach, podczas których Sam uważnie słucha, jeszcze uważniej pilnuje, żeby nie zwątpić i odnajduje swoje odpowiedzi w zbyt dokładnym wyglądzie i zbyt odmiennych drobnych gestach – po jakichś stu osiemnastu minutach Dean znika wreszcie za drzwiami łazienki i Sam wie, że nie ma wiele czasu, więc podnosi się, wyciąga pistolet, przeładowuje i strzela prosto w serce mężczyźnie, który nie spuszcza z niego wzroku.

I wtedy przez sekundę to on przestaje oddychać, bo do jego umysłu wdziera się A co jeśli nie? i myśl, że te wszystkie sny, które miał po tym, co stało się w Jefferson City, nie były koszmarami, ale wizjami, wizjami tego, co teraz, co właśnie zrobił i O Jezu Chryste...

Ale sekunda, może nawet mniej, mija i Sam patrzy, jak ciało Johna Winchestera w jednej chwili zamienia się w popiół, który opada na podłogę, tworząc małą, zaskakująco małą kupkę i nie ma już śladu po ich ojcu, nie ma żadnego powrotu z zaświatów, nie ma tych oczu, które – był pewien – będą śniły mu się jeszcze nie raz.
Jest za to Dean, Dean stojący w drzwiach łazienki. Dean, który najwyraźniej poszedł tam tylko na moment i Sam nie był wystarczająco szybki. Dean, który wrócił za wcześnie i widział, jak strzela.


Takiej ciszy Sam doświadczył tylko kilka razy w życiu.
Zabezpieczył broń i odłożył ją na stół. Zebrał się w sobie i podniósł oczy na brata, ale Dean nie patrzył na niego, ale na tę małą kupkę przy łóżku i Sam poczuł się, jakby naprawdę zabił Johna Winchestera. I jakby miał za chwilę zwymiotować. Albo się udławić, wszystko jedno.


Dean okrążył brata i zbliżył się do prochów. Zmiótł je na kawałek starej gazety leżącej na pościeli i wyszedł z domku. Sam poszedł za nim i stał obok, kiedy wykopywał niewielki dół, wsypywał popiół i posypywał go solą.
Starszy Winchester nie odezwał się ani razu. Wrócili w milczeniu do środka.
- Dean – zaczął Sam, jak tylko zamknął drzwi – to nie był... to nie był tata, wiesz o tym, prawda?
Cisza.
- Prawda?
- Sammy... – rzucił ostrzegawczo Dean. – Wiem.
- Na pewno?
- Nie rób ze mnie idioty, dobrze? Załatwialiśmy wielu gości z zaświatów, nie jestem wystraszoną laską, która zobaczyła ducha.
Nie, jesteś zranionym i wkurzonym facetem, który zobaczył swojego zmarłego ojca.
- Więc wiesz, że ludzie nie mogą wrócić z Piekła.
- Tego nie wiemy – wyrwało się Deanowi. – To znaczy, nie wiemy na pewno.
Sam osłupiał.
Dean, który nie wierzył w anioły, wierzył w to, że naprawdę można wrócić z Piekła niezmienionym?
Młodszy Winchester zatęsknił za Wierzę w to, co widzę. Odetchnął głęboko.

- Jak myślisz, jaka byłaby pierwsza rzecz, którą prawdziwy John Winchester zrobiłby, znając bezpieczną drogę powrotną?
- Och, oświeć mnie, wszechwiedzący – zdenerwowany Dean zacisnął ręce na oparciu krzesła.
- Zawróciłby mamę.
Cisza.
Sam odwrócił się w stronę okna.
- Jeśli myślisz...
- Muszę wyjść – przerwał mu Dean.
- Co? Teraz?
- Teraz. – Sięgnął na stolik po portfel.
- Dean.
- Sam. – Starszy Winchester odwrócił się. – Muszę stąd wyjść, teraz, sam, w przeciwnym razie dostanę szału.
Kiedy zamknęły się drzwi, Sam pomyślał, że chyba wolałby ten atak szału.


Długi prysznic nie pomógł, leżał więc potem na łóżku, odtwarzając sobie w kółko to, co się stało.
Zastanawiał się, czy przekroczył tę granicę, która przecież gdzieś musiała być, nieważne, jak bardzo się jej bał.
Dean zniósł jego wyjazd na studia, zniósł jego wizje, zniósł też jego przeklęte przeznaczenie, ostatnie opętanie, a nawet to, że nie tylko próbował zabić jego i Jo, ale także zamordował Steve’a Wandella. Zastanawiał się, czy Dean wytrzyma fakt, że Sam w pewien sposób zabił ich ojca. Ponownie.

Zacisnął zęby, żeby powstrzymać łzy, kiedy po kilku godzinach usłyszał zgrzyt klucza w zamku.

Date: 2007-03-29 06:43 pm (UTC)
From: [identity profile] dark-vanessa.livejournal.com
Przyznam się, że ten tekst strasznie by mnie skopał, gdyby skończył się na Albo się udławić, wszystko jedno.

Te dialogi zupełnie wybiły mnie z nastroju i zostałam tylko z dobrym tekstem o braciach. Nie wiem, może po prostu nie lubię dialogów.

*przeprasza i wychodzi*

Date: 2007-03-29 06:59 pm (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
Pozostaje mi cieszyć się, że i tak uważasz go za dobry ;)
Bo może to mnie nie po drodze z dialogami :P Kiedyś unikałam ich, jak mogłam.


Dzięki za komentarz, Suko! :D

Date: 2007-04-02 10:54 pm (UTC)
From: [identity profile] pellamerethiel.livejournal.com
Kiedyś unikałam ich, jak mogłam.
Ja wciąż to robię, hy-hy. Miałam dialogowy nawrót przy lostowych slashach, ale teraz nie tknęłabym ich nawet kijem. ;) (tj. pisania nowych, nie tamtych, z których jestem nawet zadowolona. XD)

Date: 2007-03-29 08:34 pm (UTC)
From: [identity profile] mlekopijca.livejournal.com
Zgodze się z Vil.

Bo tekst mnie wbił w fotel właśnie do Albo się udławić, wszystko jedno. i chyba na tym powinien się kończyć.
Reszta wytrąca z tego rytmu.
Jest dobra - ale po prostu nie pasuje.

Ale poza tym: osz w mordę.

Uderzenie pierwsze: Mechanizm ironii.

Drugie: Cóż, najwyraźniej Winchesterowie mieli jakieś sfałszowane paszporty także na drogi, o których Sam wolał nie myśleć.

Trzecie: Wewnętrzny alarm Sama - ten na długo przed wizjami.

Czwarte: Reakcja Deana, automatyczne Yes sir (zawsze, ale to zawsze w odcinkach przechodzą mnie na tym dreszcze, a tłumaczenie tego na polskie Tak jest zabija wydźwięk)

Piąte: Czekanie. Aż Dean wyjdzie. Czas na znalezienie potwierdzenia. To zdanie: Bo może nie zawsze pyta, ale zawsze sprawdza, zanim strzela.

Szóste: Odpowiedzi. Zbyt dokąłdny wygląd. Zbyt odmienne gesty.

Siódme: Całe to działanie. Dean wychodzi do łazienki. Sam przeładowuje broń i strzela. Szybkie, precyzyjne.
I to O Jezu Chryste...

Ósme: Dean, który wrócił za wcześnie, Dean, który widział.

Właśnie zamordowałam w sobie fluff.

Date: 2007-03-29 08:52 pm (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
Ok, czyli drugi głos za tym, że popełniłam falsmetę (właśnie stworzyłam to słowo, odwrotność falstartu:P) i autowykończyłam własnego angsta? Niedobrze :>

Polskie Tak jest zabija wydźwięk, ale to musiało być po polsku, więc jestem nieco bezradna tutaj ;))

A co do reszty:
Sam nie chciał, żeby Dean widział, jak strzela, bo czasem nieważne, co się wie (=że to nie jest John), ale co się widzi (=Tata). I Sammy nie chciał, żeby Dean na to patrzył. Oni mają pewne naturalne mechanizmy obrony siebie nawzajem, po prostu.

Dzięki za komentarz! ♥

Właśnie zamordowałam w sobie fluff.
:( *przytula* Sorii, ale to musiał być angst.

Date: 2007-03-29 08:57 pm (UTC)
From: [identity profile] mlekopijca.livejournal.com
A co do reszty:
Sam nie chciał, żeby Dean widział, jak strzela, bo czasem nieważne, co się wie (=że to nie jest John), ale co się widzi (=Tata). I Sammy nie chciał, żeby Dean na to patrzył. Oni mają pewne naturalne mechanizmy obrony siebie nawzajem, po prostu.

I za to cię kocham (między innymi)

Date: 2007-03-29 09:13 pm (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
Za to kochamy Winchesterów ;)


(Aj law ju tu! ♥ *przytula*)

Date: 2007-04-01 08:01 pm (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Bo jesteś angstem i potworem.

I ja myślę, że dobrze, że ta całość jest całością. Bo jednak zawróciłby mamę bardzo by mi brakowało.

To jest to, co kocham w SPN... "bramy piekła", "idź do diabła", "do piekła i z powrotem" i "po horyzont" trzeba jednak brać czasem poważnie.

Date: 2007-04-01 08:21 pm (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
Bo jesteś angstem i potworem.
Jak to było? And I'm bloody proud of it? XDD

A tak serio - od razu jak powiedziałaś mi "John wraca", wiedziałam, że to tak się musi skończyć. Ale może to faktycznie tylko ja i mój Angst XD

Dzięki!

Date: 2007-04-01 08:46 pm (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Jak o tym teraz pomyślę, to widzę raczej epicką opowieść o zatrzymaniu piekielnej apokalipsy...

Date: 2007-04-01 08:49 pm (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
Kwestia innego rozłożenia soft spots?;P
Ty byś dała Papie pożyć (ekhem), ja zastrzeliłam go Samem. Hmm. XD

Date: 2007-04-01 08:58 pm (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Nawet bym chciała kiedyś coś takiego napisać, ale nie wiem, czy dałabym radę...

Date: 2007-04-01 09:04 pm (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
Proponuję poczekać do końca sezonu (nigdy nie wiadomo, czy znowu nie skrzyżujesz mózgów z Kripke;)) i dawać czadu. Czemu nie :]

Date: 2007-04-01 09:14 pm (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Zdecydowanie poczekam do hiatusu...

Date: 2007-04-02 10:53 pm (UTC)
From: [identity profile] pellamerethiel.livejournal.com
Zgadnij kto to :P

Wow, nie spodziewałam się aż takiej dawki angstu, serio, serio. Przeszłaś samą siebie. To jest naprawdę Dobre.
Aż nie wiem jak skomęcić coś takiego. Strasznie angstowe, strasznie smakowicie, dokładnie i realistycznie napisane, bohaterowie tacy przekonujący i kanoniczni. Serio, jakbym oglądała fragment jakiegoś odcinka. -_- I nie ściemniam tutaj.

Biedny Sammy. Nie miał zbyt wiele czasu, ale i tak nie zdążył, bo Dean wrócił na czas i dostrzegł, jak Sammy zabił coś, co nie było wcale ich ojcem i zamienił to w małą, szarą kupkę popiołu. A końcówka rozbraja. :(((

Wszystko wyglądało prawie tak jak wtedy, kiedy ojciec pojawił się w Chicago, ale tylko prawie, bo tak naprawdę wcale nie, zbyt dużo rzeczy zdarzyło się od tego czasu, Dean został postrzelony, Sam opętany, a ich tata nie żył, więc to, co działo się teraz, nie miało prawa mieć miejsca.
Rewelacyjne zdanie i jakie dłuuuugie. Nie jest tajemnicą, że ja jestem suka na takie długie zdania. XD ♥

Nie, jesteś zranionym i wkurzonym facetem, który zobaczył swojego zmarłego ojca.
- Więc wiesz, że ludzie nie mogą wrócić z Piekła.
- Tego nie wiemy – wyrwało się Deanowi. – To znaczy, nie wiemy na pewno.

Biedni bracia. :( No i ten tekst o tym, co zrobiłby ojciec, gdyby naprawdę poznał bezpieczną drogę powrotną... I to, że Sammy wolałby już chyba atak szału.

Głaszcz Wena, głaszcz i pisz częściej!!!!

Date: 2007-11-20 04:55 pm (UTC)
ext_13247: ([buffy] spike punk)
From: [identity profile] novin-ha.livejournal.com
Ha. I tu mamy bardzo, bardzo fajny pomysł, i naprawdę niezłą realizację (nie opowiem się po żadnej stronie debaty o przecięcie fika na pół) tylko że cały ten bagaż emocjonalny - bardzo dobrze napisany - tak jakby uderza tuż obok mnie. Nie wiem, czy to taka moja własność, czy coś jest w tym fiku, ale czuję się zupełnie detached.

Natomiast choć angst do mnie nie trafia, to O TAK, trafia do mnie creepiness, bo tabu tego, że po śmierci się nie wraca, jest ogromnie silne. I mam te takie "brrr" uczucie jak czytam o wchodzącym do domu Johnie i WIEM, że on nie wrócił taki, jak powinien...

Profile

kubis: (Default)
kubis

January 2021

S M T W T F S
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jan. 3rd, 2026 07:06 pm
Powered by Dreamwidth Studios