Taak. Po pierwsze, nie powinnam tego teraz pisać, bo muszę skończyć jeden tekst na sobotę, nie mówiąc już o tym, że "challenge morderców" też jeszcze nie mam. Ale ja oczywiście zawsze muszę na odwrót, tak więc powstał tekst na nieoficjalne przyszłe challenge.
Po drugie, tekst narodził się w wyniku głupawki, więc należą się podziękowania "winowajczyniom":
nashirah i
mlekopijca(za ikonkę), a
le_mru oraz
akzseinga za głupawkę okołoikonkową. Dzięki także Akzs za pierwsze spojrzenie i uwagi:)
Po trzecie - matko, napisałam slasha...
Aha, właśnie, ostrzeżenia: nie ma spoilerów, ale jest slash. Teoretycznie;)
Sawyer stał na plaży i czuł, że jeszcze nigdy jego zmysły nie działały tak świadomie. Miał wrażenie, że słońce skupiło całą swoją energię na jego nagich ramionach i plecach. Że broń, wsadzona za pasek od spodni, wypali mu ślad na krzyżu. Naznaczy go.
Słyszał szum oceanu tak głośny, jakby panował sztorm, jakby fale uderzały o skały tuż za jego plecami. Czekał aż uderzą i w niego, już za chwilę, za moment. Ale nie odwrócił wzroku, nawet nie drgnął.
W ustach czuł metaliczny posmak, jakby przeciągnął przed chwilą językiem po lufie pistoletu. Albo jakby rozgryzł wargi i smakował krew.
Patrzył na Sayida stojącego kilka metrów przed nim, w cieniu palm. Myślał o tym, że ramiona drugiego mężczyzny nie są narażone na zwęglenie i na pewno są chłodne. Broń, która dla Sawyera była niewiele cieplejsza niż jego własne plecy, zapewne sparzyłaby dłoń Irakijczyka.
Nagle Sayid poruszył się. Wciąż nie odrywając oczu od Sawyera, powoli, nie spiesząc się, podchodził bliżej. I bliżej. I bliżej. Zatrzymał się o pół kroku przed szeryfem. Przez chwilę po prostu się przyglądał, jakby podszedł tylko po to, żeby patrzeć z bliższej odległości, dokładniej obserwować. Potem ruszył ręką, jak gdyby chciał go objąć, i wyciągnął mu broń ze spodni. Sawyer poczuł, jak lufa przez chwilę prześlizguje się po dolnej części jego pleców. Gorąco.
Nie sparzył się.
Sayid przez chwilę patrzył na pistolet, ważył go w rękach. Wreszcie znowu spojrzał w oczy mężczyźnie przed sobą.
- Wypali? – spytał.
- Czemu nie. Wypali.
P.S. To wszystko przez Was!XD
Po drugie, tekst narodził się w wyniku głupawki, więc należą się podziękowania "winowajczyniom":
Po trzecie - matko, napisałam slasha...
Aha, właśnie, ostrzeżenia: nie ma spoilerów, ale jest slash. Teoretycznie;)
Sawyer stał na plaży i czuł, że jeszcze nigdy jego zmysły nie działały tak świadomie. Miał wrażenie, że słońce skupiło całą swoją energię na jego nagich ramionach i plecach. Że broń, wsadzona za pasek od spodni, wypali mu ślad na krzyżu. Naznaczy go.
Słyszał szum oceanu tak głośny, jakby panował sztorm, jakby fale uderzały o skały tuż za jego plecami. Czekał aż uderzą i w niego, już za chwilę, za moment. Ale nie odwrócił wzroku, nawet nie drgnął.
W ustach czuł metaliczny posmak, jakby przeciągnął przed chwilą językiem po lufie pistoletu. Albo jakby rozgryzł wargi i smakował krew.
Patrzył na Sayida stojącego kilka metrów przed nim, w cieniu palm. Myślał o tym, że ramiona drugiego mężczyzny nie są narażone na zwęglenie i na pewno są chłodne. Broń, która dla Sawyera była niewiele cieplejsza niż jego własne plecy, zapewne sparzyłaby dłoń Irakijczyka.
Nagle Sayid poruszył się. Wciąż nie odrywając oczu od Sawyera, powoli, nie spiesząc się, podchodził bliżej. I bliżej. I bliżej. Zatrzymał się o pół kroku przed szeryfem. Przez chwilę po prostu się przyglądał, jakby podszedł tylko po to, żeby patrzeć z bliższej odległości, dokładniej obserwować. Potem ruszył ręką, jak gdyby chciał go objąć, i wyciągnął mu broń ze spodni. Sawyer poczuł, jak lufa przez chwilę prześlizguje się po dolnej części jego pleców. Gorąco.
Nie sparzył się.
Sayid przez chwilę patrzył na pistolet, ważył go w rękach. Wreszcie znowu spojrzał w oczy mężczyźnie przed sobą.
- Wypali? – spytał.
- Czemu nie. Wypali.
P.S. To wszystko przez Was!XD
no subject
Date: 2006-03-29 05:53 am (UTC)