Fikaton, dzień piętnasty, ostatni.
No i koniec. Szybko minęło jakoś, dużo fajnych tekstów przeczytałam, pobiłam życiowy rekord pisania, bez opóźnień napisałam 15/15... i w ogóle było świetnie! :D Co prawda, czasem męcząco, ale za to Przeżyłam Fikaton;)
♥ dla Was, dudes, jesteście super!
To kiedy następny?XD
Ok, ok, nie strzelaćXD
No to siup:
Dla Akzs (
akzseinga)
This is the end
Beautiful friend
This is the end
My only friend, the end...
Charlie uwielbiał tę piosenkę. Mógł jej słuchać godzinami. Uspokajała go, wyciszała, a kiedy tego potrzebował – oczyszczała.
Teraz miała go tylko nieco uspokoić. Był bardzo podekscytowany. Jego pierwszy duży solowy koncert! Tak wiele się zmieniło, odkąd ostatni raz siedział w garderobie przygotowując się do występu, że czuł się jak w zupełnie innym świecie. Bez narkotyków, bez gotowych na wszystko fanek kręcących się dookoła. Bez Liama.
Wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze i powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Nagle otworzyły się drzwi i weszła jego menadżerka.
- Charlie, Liam tu jest, chciałby z tobą porozmawiać.
Nie miał najmniejszej ochoty się z nim widzieć. Ale był już dużym chłopcem (cóż, przy Liamie prawie zawsze to on był dużym chłopcem), nie będzie robił scen.
- Wpuść go.
Ana zniknęła za drzwiami i po chwili wszedł jego brat. Nie widzieli się pięć lat, a on niewiele się zmienił. Charlie miał tylko nadzieję, że nie wrócił do ćpania.
- Witaj, mały braciszku!
Rozczarował się.
- Cholera, Liam, znowu bierzesz! – Uchylił się przed uściskiem.
- Mógłbyś być milszy, nie widzieliśmy się od bardzo dawna.
- Od bardzo dawna, to fakt. A nasze ostatnie spotkania nie należały do najprzyjemniejszych.
Nie wiedział, które wspomnienie jest gorsze: to, jak godzinami wpatrywał się w puste miejsce po pianinie czy to, jak brat odrzucił jego pomysł powrotu na scenę. Za każdym razem czuł się właściwie podobnie.
- Byłem głupi, braciszku. Powinienem cię posłuchać, zostawić ją i dalej grać.
- Nigdy nie chciałem, żebyś porzucał żonę i dziecko, Liam. Nigdy. - Mogłeś tylko nie porzucać mnie.
- Rozstaliśmy się, tak czy inaczej – Liam skrzywił się i rozejrzał. Szuka alkoholu albo działki. Mój Boże, znowu się rozsypał.
- Nic tu nie ma.
- Widzę… Zmieniłeś się, braciszku.
- Bardziej niż myślisz. Czego chcesz?
- Zobaczyć cię, w końcu jestem twoim starszym bratem, a ty teraz wspinasz się w drodze na szczyt.
- Nigdy nie traktowałeś mnie tak, jak starszy brat powinien traktować młodszego – nie wytrzymał Charlie. – A jeśli myślisz, że wciągnę cię na szczyt ze sobą…
Rozległo się pukanie i wszedł Sayid.
- Witaj, Charlie. Ana powiedziała… o, przepraszam. – Sayid spojrzał na Liama i z powrotem na Charlie’ego. – Myślałem, że jesteś sam, przyjdę później.
- Nie, nie, wejdź. Chciałbym, żebyś kogoś poznał. – Złapał przyjaciela za łokieć i pociągnął w stronę brata. – Sayid, oto mój brat, Liam. Liam, to Sayid.
Irakijczyk wyciągnął rękę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Speszony, Liam popatrzył na Charlie’ego. Ten odwzajemnił spojrzenie, pewny siebie i spokojny.
Już cię nie potrzebuję.
( Tekst o Charlie'em i Liamie chodził za mną, odkąd zobaczyłam ten odcinek z pianinem. Kopnęło mnie to mocno i tak samo mocno nie lubię Liama. To miało trochę inaczej wyglądać, miałam nadzieję, że trochę lepiej wyjdzie, ale nic. Może teraz to pianino wyjdzie mi z głowy. )
♥ dla Was, dudes, jesteście super!
To kiedy następny?XD
Ok, ok, nie strzelaćXD
No to siup:
Dla Akzs (
This is the end
Beautiful friend
This is the end
My only friend, the end...
Charlie uwielbiał tę piosenkę. Mógł jej słuchać godzinami. Uspokajała go, wyciszała, a kiedy tego potrzebował – oczyszczała.
Teraz miała go tylko nieco uspokoić. Był bardzo podekscytowany. Jego pierwszy duży solowy koncert! Tak wiele się zmieniło, odkąd ostatni raz siedział w garderobie przygotowując się do występu, że czuł się jak w zupełnie innym świecie. Bez narkotyków, bez gotowych na wszystko fanek kręcących się dookoła. Bez Liama.
Wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze i powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Nagle otworzyły się drzwi i weszła jego menadżerka.
- Charlie, Liam tu jest, chciałby z tobą porozmawiać.
Nie miał najmniejszej ochoty się z nim widzieć. Ale był już dużym chłopcem (cóż, przy Liamie prawie zawsze to on był dużym chłopcem), nie będzie robił scen.
- Wpuść go.
Ana zniknęła za drzwiami i po chwili wszedł jego brat. Nie widzieli się pięć lat, a on niewiele się zmienił. Charlie miał tylko nadzieję, że nie wrócił do ćpania.
- Witaj, mały braciszku!
Rozczarował się.
- Cholera, Liam, znowu bierzesz! – Uchylił się przed uściskiem.
- Mógłbyś być milszy, nie widzieliśmy się od bardzo dawna.
- Od bardzo dawna, to fakt. A nasze ostatnie spotkania nie należały do najprzyjemniejszych.
Nie wiedział, które wspomnienie jest gorsze: to, jak godzinami wpatrywał się w puste miejsce po pianinie czy to, jak brat odrzucił jego pomysł powrotu na scenę. Za każdym razem czuł się właściwie podobnie.
- Byłem głupi, braciszku. Powinienem cię posłuchać, zostawić ją i dalej grać.
- Nigdy nie chciałem, żebyś porzucał żonę i dziecko, Liam. Nigdy. - Mogłeś tylko nie porzucać mnie.
- Rozstaliśmy się, tak czy inaczej – Liam skrzywił się i rozejrzał. Szuka alkoholu albo działki. Mój Boże, znowu się rozsypał.
- Nic tu nie ma.
- Widzę… Zmieniłeś się, braciszku.
- Bardziej niż myślisz. Czego chcesz?
- Zobaczyć cię, w końcu jestem twoim starszym bratem, a ty teraz wspinasz się w drodze na szczyt.
- Nigdy nie traktowałeś mnie tak, jak starszy brat powinien traktować młodszego – nie wytrzymał Charlie. – A jeśli myślisz, że wciągnę cię na szczyt ze sobą…
Rozległo się pukanie i wszedł Sayid.
- Witaj, Charlie. Ana powiedziała… o, przepraszam. – Sayid spojrzał na Liama i z powrotem na Charlie’ego. – Myślałem, że jesteś sam, przyjdę później.
- Nie, nie, wejdź. Chciałbym, żebyś kogoś poznał. – Złapał przyjaciela za łokieć i pociągnął w stronę brata. – Sayid, oto mój brat, Liam. Liam, to Sayid.
Irakijczyk wyciągnął rękę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Speszony, Liam popatrzył na Charlie’ego. Ten odwzajemnił spojrzenie, pewny siebie i spokojny.
Już cię nie potrzebuję.
( Tekst o Charlie'em i Liamie chodził za mną, odkąd zobaczyłam ten odcinek z pianinem. Kopnęło mnie to mocno i tak samo mocno nie lubię Liama. To miało trochę inaczej wyglądać, miałam nadzieję, że trochę lepiej wyjdzie, ale nic. Może teraz to pianino wyjdzie mi z głowy. )
no subject
no subject
Liam jest okropnym gnojkiem w tym fiku. Widać, że go nie lubisz.
Dzięki za dedykację!
no subject
A za to sprzedanie pianina... wrrr!
no subject
A mi się ostatnia scena kojarzy_jak_cholera. Przepraszam XD
no subject
Jak to jest, że cudze teksty to mi się kojarzą, ale własne to już nie?XD
To nie miał być slashXD
no subject
Bardzo podoba mi się taki Charlie i jego nowa ścieżka. Bez dragów, fajek, piwa, groupies... No i te obserwacje: o byciu starszym, bardziej odpowiedzialnym bratem, pianinie, w końcu ostatnia scena i ostatnie zdanie - bardzo dobre.
no subject
no subject
no subject
Ana i Sayid, co za zestawienie, łiiiiiiiii :D
Charlie i jego nowa droga, bez nałogów, oj cieszy mnie to, bo to daje wielkie szanse na happyendowe Carlie :D
Podoba mi się to zestawienie z bratem, zaskoczenie, że znowu się posypał, bo przecież był już na takiej dobrej drodze.
I to: Ale był już dużym chłopcem (cóż, przy Liamie prawie zawsze to on był dużym chłopcem)
- Byłem głupi, braciszku. Powinienem cię posłuchać, zostawić ją i dalej grać.
- Nigdy nie chciałem, żebyś porzucał żonę i dziecko, Liam. Nigdy. - Mogłeś tylko nie porzucać mnie.
Reasumując, mhrrrr, tylko to rozbuuuduj!
no subject
Ale kto wie...
no subject
Cieszy mnie, że Charlie wyszedł u Ciebie na prostą, bo Liam mi strzyka - nie lubię go, też nie mogę darować tego, co zrobił z pianinem, )zresztą - chyba we flashbackach każdej postaci jest jakaś osoba, której nienawidzę;P).
Dialogi świetne, Charlie taki kanoniczny, że aż mru. I słowa, że znowu się rozsypał. No i końcówka z Sayidem, ale się skwiczałam. Slash Slash Slash.? XD
no subject