Challenge morderców
Apr. 4th, 2006 12:48 amTekst powstał na Pendolinowy challenge morderców, czyli "Pięć sposobów, na które może zginąć...".
le_mru wybrała Sawyera,
akzseinga Charlie'ego,
pellamerethiel Jacka, a ja Sayida (a jakXD).
Ostrzeżenia: spoilery: pierwsza seria; 2x06, na upartego 2x08. Poza tym należy czytelnika ostrzec, że przy pisaniu ostatniej miałam głupawkęXD
Drabble: wszystkie w przedziale 100-200 słów.
Ikonkę też sobie ustawię a propos, a co;)
1.
Sayid doszedł do wniosku, że stanowczo nie lubi latać samolotami. W ciągu ostatnich miesięcy musiał to robić zbyt wiele razy, miał nadzieję, że ten będzie ostatni.
Nadia...
Nagle samolot wpadł w turbulencje. Spokojnie, Jarrah, to tylko chwilowe. Zapiął pasy, głęboko oddychał i czekał. Był dobry w czekaniu. Jednak wstrząsy nie mijały. Cholera, to naprawdę może być mój ostatni lot... Ze schowków nad siedzeniami wyskoczyły maski tlenowe. Sayid założył swoją i zerknął za okno. W przebłysku swojego czarnego poczucia humoru zdążył jeszcze pomyśleć, że Amerykanie zapewne odetchną z ulgą, że samolot z Arabem na pokładzie wylądował w morzu, a nie w samym centrum Los Angeles.
Potem stracił przytomność.
2.
Boone. Cudownie.
- O co chodzi? – spytał, chociaż doskonale wiedział, co usłyszy.
- A jak myślisz? O Shannon.
Sayid oderwał wzrok od leżącej przed nim krótkofalówki i spojrzał na mężczyznę.
- Powiedziałem ci już wszystko na ten temat. Nie będę cię o nic prosił, bo nie muszę. Shannon jest dorosła.
- O tak, z pewnością – uśmiechnął się kpiąco Boone. – Chcę, żebyś zostawił ją w spokoju.
- A co, jeśli tego nie zrobię? – Sayid z powrotem odwrócił się do leżącego na kawałku folii urządzenia.
- W normalnych warunkach próbowałbym cię przekupić. – Sayid prychnął w odpowiedzi, Boone wzruszył ramionami. – Tak, wiem, nie udałoby się, nie jesteś z tych.
Rozejrzał się po pustej plaży, potem nachylił się. Zrobił to tak szybko, że Sayid nie zdążył zareagować. Nie spodziewał się. Idiota. Czuł, jak wszystko spowalnia, krew pulsuje coraz głośniej, mocniej, szybciej.
Boone wyciągnął nóż i nachylił się nad Irakijczykiem.
- Ale z takimi też sobie radzę.
3.
- Danielle, posłuchaj mnie...
- Podnieś ręce, Sayid.
Uniósł ramiona posłusznie. Wolał z nią nie dyskutować, zwłaszcza teraz. Zwłaszcza, że to ona trzymała karabin.
- Powiedziałam ci, że tu nie jest bezpiecznie. Potrzebujesz mnie i nie możesz ode mnie odejść. Mówiłam ci.
- Danielle...
- Ale ty odszedłeś. Wróciłeś do swoich ludzi. Mówiłam ci, obserwuj ich uważnie. Teraz jedna z nich została zastrzelona. Dziewczyna, którą pokochałeś. Jak miała na imię?
- Shannon. – Shannon. Ciągle nie mógł o niej myśleć. Ciągle nie mógł o niej nie myśleć.
- Przykro mi, Sayid. – Rousseau nacisnęła spust i patrzyła, jak mężczyzna osuwa się na ziemię. – Mówiłam ci, że powinieneś zostać ze mną.
4.
- Nie ruszaj się, Al Dżazira.
- Nawet niegłupie, CNN. Masz jakiś pomysł, co dalej?
Stali na przeciwko wielkiego niedźwiedzia polarnego. Dzieliło ich z nim około trzydzieści metrów. Nie mieli dużego doświadczenia, ale coś im mówiło, że zwierzę w każdej chwili może ruszyć do ataku.
Sayid bardzo powoli sięgnął do paska spodni i wyjął broń.
- Widzę, że ci się pomysły na ironii wyczerpały, więc ja mówię, co robimy. Ja strzelam, ty uciekasz.
Sawyer spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Co?
- Chcesz tu dyskutować teraz? Nie damy rady uciec we dwóch. Ostatnim razem ci się udało, może teraz poszczęści się i mnie. Poza tym, jestem ci coś winien za imprezę z drzazgami.
Sayid pomyślał, że to idiotyczne, że jego ironia sięga szczytów w takich chwilach, jak ta. Drugi mężczyzna stał obok, niezdecydowany.
- Co z tobą, Wuju Samie? Nie możesz się ze mną rozstać? Uciekaj, jak ruszy, to go zastrzelę.
- W porządku. Uważaj na siebie... Sayid.
Kiedy tylko Sawyer zaczął biec, niedźwiedź ruszył w ich stronę. Sayid wystrzelił dwie kule. Kiedy nacisnął spust po raz trzeci, dopadła go przerażająca prawda. Nie miał więcej nabojów.
Nie zdążył nawet pomyśleć o własnej głupocie, kiedy został powalony na ziemię.
5.
Mógł się tego spodziewać. Powinien się tego spodziewać.
Podniósł ręce do góry i odwrócił się powoli.
- A jednak? Poczułaś zew krwi?
- Nie bierz tego do siebie.
Jasne, nie bierz do siebie pistoletu wycelowanego we własną klatkę piersiową. Skądże, nie zamierzam.
- Chcesz mnie zabić. Do kogo mam to brać?
- Nie rozumiesz tego, chodzi o przetrwanie.
- Zakłócam ekosystem wyspy?
- Słuchaj, musimy tu zbudować małą społeczność. Hierarchiczną, innej się nie da. Ty nie chcesz w nią wejść.
- OK, spróbujemy inaczej. Jesteś Amerykanką. Czy w Ameryce nie panuje demokracja?
- Tylko teoretycznie. Palec na czerwonym guziku trzyma republikanin.
Zacisnęła palec na spuście. Sayid upadł na ziemię.
Ana Lucia patrzyła na martwego mężczyznę. Po kilku chwilach z zarośli wyłonił się Jack. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Teraz twoja kolei. Zajmij się Sawyerem.
Ostrzeżenia: spoilery: pierwsza seria; 2x06, na upartego 2x08. Poza tym należy czytelnika ostrzec, że przy pisaniu ostatniej miałam głupawkęXD
Drabble: wszystkie w przedziale 100-200 słów.
Ikonkę też sobie ustawię a propos, a co;)
1.
Sayid doszedł do wniosku, że stanowczo nie lubi latać samolotami. W ciągu ostatnich miesięcy musiał to robić zbyt wiele razy, miał nadzieję, że ten będzie ostatni.
Nadia...
Nagle samolot wpadł w turbulencje. Spokojnie, Jarrah, to tylko chwilowe. Zapiął pasy, głęboko oddychał i czekał. Był dobry w czekaniu. Jednak wstrząsy nie mijały. Cholera, to naprawdę może być mój ostatni lot... Ze schowków nad siedzeniami wyskoczyły maski tlenowe. Sayid założył swoją i zerknął za okno. W przebłysku swojego czarnego poczucia humoru zdążył jeszcze pomyśleć, że Amerykanie zapewne odetchną z ulgą, że samolot z Arabem na pokładzie wylądował w morzu, a nie w samym centrum Los Angeles.
Potem stracił przytomność.
2.
Boone. Cudownie.
- O co chodzi? – spytał, chociaż doskonale wiedział, co usłyszy.
- A jak myślisz? O Shannon.
Sayid oderwał wzrok od leżącej przed nim krótkofalówki i spojrzał na mężczyznę.
- Powiedziałem ci już wszystko na ten temat. Nie będę cię o nic prosił, bo nie muszę. Shannon jest dorosła.
- O tak, z pewnością – uśmiechnął się kpiąco Boone. – Chcę, żebyś zostawił ją w spokoju.
- A co, jeśli tego nie zrobię? – Sayid z powrotem odwrócił się do leżącego na kawałku folii urządzenia.
- W normalnych warunkach próbowałbym cię przekupić. – Sayid prychnął w odpowiedzi, Boone wzruszył ramionami. – Tak, wiem, nie udałoby się, nie jesteś z tych.
Rozejrzał się po pustej plaży, potem nachylił się. Zrobił to tak szybko, że Sayid nie zdążył zareagować. Nie spodziewał się. Idiota. Czuł, jak wszystko spowalnia, krew pulsuje coraz głośniej, mocniej, szybciej.
Boone wyciągnął nóż i nachylił się nad Irakijczykiem.
- Ale z takimi też sobie radzę.
3.
- Danielle, posłuchaj mnie...
- Podnieś ręce, Sayid.
Uniósł ramiona posłusznie. Wolał z nią nie dyskutować, zwłaszcza teraz. Zwłaszcza, że to ona trzymała karabin.
- Powiedziałam ci, że tu nie jest bezpiecznie. Potrzebujesz mnie i nie możesz ode mnie odejść. Mówiłam ci.
- Danielle...
- Ale ty odszedłeś. Wróciłeś do swoich ludzi. Mówiłam ci, obserwuj ich uważnie. Teraz jedna z nich została zastrzelona. Dziewczyna, którą pokochałeś. Jak miała na imię?
- Shannon. – Shannon. Ciągle nie mógł o niej myśleć. Ciągle nie mógł o niej nie myśleć.
- Przykro mi, Sayid. – Rousseau nacisnęła spust i patrzyła, jak mężczyzna osuwa się na ziemię. – Mówiłam ci, że powinieneś zostać ze mną.
4.
- Nie ruszaj się, Al Dżazira.
- Nawet niegłupie, CNN. Masz jakiś pomysł, co dalej?
Stali na przeciwko wielkiego niedźwiedzia polarnego. Dzieliło ich z nim około trzydzieści metrów. Nie mieli dużego doświadczenia, ale coś im mówiło, że zwierzę w każdej chwili może ruszyć do ataku.
Sayid bardzo powoli sięgnął do paska spodni i wyjął broń.
- Widzę, że ci się pomysły na ironii wyczerpały, więc ja mówię, co robimy. Ja strzelam, ty uciekasz.
Sawyer spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Co?
- Chcesz tu dyskutować teraz? Nie damy rady uciec we dwóch. Ostatnim razem ci się udało, może teraz poszczęści się i mnie. Poza tym, jestem ci coś winien za imprezę z drzazgami.
Sayid pomyślał, że to idiotyczne, że jego ironia sięga szczytów w takich chwilach, jak ta. Drugi mężczyzna stał obok, niezdecydowany.
- Co z tobą, Wuju Samie? Nie możesz się ze mną rozstać? Uciekaj, jak ruszy, to go zastrzelę.
- W porządku. Uważaj na siebie... Sayid.
Kiedy tylko Sawyer zaczął biec, niedźwiedź ruszył w ich stronę. Sayid wystrzelił dwie kule. Kiedy nacisnął spust po raz trzeci, dopadła go przerażająca prawda. Nie miał więcej nabojów.
Nie zdążył nawet pomyśleć o własnej głupocie, kiedy został powalony na ziemię.
5.
Mógł się tego spodziewać. Powinien się tego spodziewać.
Podniósł ręce do góry i odwrócił się powoli.
- A jednak? Poczułaś zew krwi?
- Nie bierz tego do siebie.
Jasne, nie bierz do siebie pistoletu wycelowanego we własną klatkę piersiową. Skądże, nie zamierzam.
- Chcesz mnie zabić. Do kogo mam to brać?
- Nie rozumiesz tego, chodzi o przetrwanie.
- Zakłócam ekosystem wyspy?
- Słuchaj, musimy tu zbudować małą społeczność. Hierarchiczną, innej się nie da. Ty nie chcesz w nią wejść.
- OK, spróbujemy inaczej. Jesteś Amerykanką. Czy w Ameryce nie panuje demokracja?
- Tylko teoretycznie. Palec na czerwonym guziku trzyma republikanin.
Zacisnęła palec na spuście. Sayid upadł na ziemię.
Ana Lucia patrzyła na martwego mężczyznę. Po kilku chwilach z zarośli wyłonił się Jack. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Teraz twoja kolei. Zajmij się Sawyerem.
no subject
Date: 2006-04-04 08:42 am (UTC)1.
W przebłysku swojego czarnego poczucia humoru zdążył jeszcze pomyśleć, że Amerykanie zapewne odetchną z ulgą, że samolot z Arabem na pokładzie wylądował w morzu, a nie w samym centrum Los Angeles.
Mruuu.
2.
Boone i równie krwiożercze instynkty co Kubisiowe, no, no.
4.
Kiedy tylko Sawyer zaczął biec, niedźwiedź ruszył w ich stronę. Sayid wystrzelił dwie kule. Kiedy nacisnął spust po raz trzeci, dopadła go przerażająca prawda. Nie miał więcej nabojów.
Nie zdążył nawet pomyśleć o własnej głupocie, kiedy został powalony na ziemię.
Uwielbiam tych dwóch panów razem. I bynajmniej nie mam tu na myśli Sayida i niedźwiedzia.
5.
Piątka podoba mi się w całokształcie, tak samo jak czwórka i jedynka. Za nie branie do siebie, demokrację, społecznośc hierarchiczną, Anę Lucię i ostatnie zdanie.
Trzeba sprzątnąć tych, co nie pasują w plany, brrr.
no subject
Date: 2006-04-04 02:00 pm (UTC)Co ja przez Was wyprawiam, skacze jak nie przymierzając jakieś Bardzo Rozbrykane Stworzonko Pokroju Tygryska!
Czwórka mój faworyt *dopiero co łobejrzała scenę z Misiem Polarnym, rozczuliło ją*.
Chociaż piątka... jak na napisaną w przypływie głupawki, jest po prostu mhrrrru.
Naś Niezbyt Zdolna Do Dłuższych Wypowiedzi Słownych
PS. Podziwiam Was, mimo moich skłonności do torturowania postaci tych bym chyba nie zabiła XDDD.
no subject
Date: 2006-04-04 03:42 pm (UTC)Polubiłam faceta. Howgh.
no subject
Date: 2006-04-04 02:13 pm (UTC)KWICK!
Sory, wracamy do ahem. Kubiś zaprezentowała nam Sayida Ironicznego i Świadomego Politycznie. Obie te cechy się czasem u niego ujawniają i wprawiają mnie w zachwyt XD
Argumenty:
W przebłysku swojego czarnego poczucia humoru zdążył jeszcze pomyśleć, że Amerykanie zapewne odetchną z ulgą, że samolot z Arabem na pokładzie wylądował w morzu, a nie w samym centrum Los Angeles.
Taaa, a rozbił się na wyspie z jakimś idiotą Amerykaninem, który zarzucał mu bycie terrorysta, nic dziwnego, że chciał beat the shit out of him.
Boone wyciągnął nóż i nachylił się nad Irakijczykiem.
- Ale z takimi też sobie radzę.
Hyhyhy morderczy!Boone OMG! *kwik zachwytu* Ta miniaturka mnie od wczoraj inspiruje. Może się coś z tego wykluje.
- Shannon. – Shannon. Ciągle nie mógł o niej myśleć. Ciągle nie mógł o niej nie myśleć.
Sniff, to łamie serce. A następne są już on crack :D Przy Al-Dżazirze się uśmiechnęłam, ale już przy CNN ryknęłam, a przy wuju Samie piszczałam. OMG. To moja ulubiona XD
Potem ubił mnie dialog z Aną Lucią i ta mordercza pointa. Yeah! Widzę to jak na własne oczy. To byłby taki follow-up do Jackowego "How long would it take to raise an army?" Byłaby armia, byłaby hierarchia... a Sayid nie lubi się za bardzo podporządkowywać. Sawyer w ogóle nie lubi. No to odstrzału. :D
Ech, świetne.
no subject
Date: 2006-04-04 05:24 pm (UTC)Trójka, co chyba widać, była pisana jako ostatnia i wyszła trochę jak zapchajdziura. Ale to tyle w kwestii tłumaczeń;)
Taaak, wiem, Boone jako morderca jest niezmiernie prawdopodobnyXD NiezmiernieXD Ale największą głupawkę osiągnęłam przy 5., po prostu nie mogłam napisać Sayida nie-ironicznego, tylko taki przylazł. Bohater daje, autor bierze;) Swoją drogą, uważam, że on ma dużo tej ironii, szkoda, że tak rzadko mu się ujawnia;)
Polubiłam faceta. Howgh.
TAAAK JEEEEST!!! Tak trzymać, Nash, tak trzymać:D
Sayid jest super, Sayid z Sawyerem to już w ogóleXD Mam wrażenie, że oni dwaj to taki lostowy samograj:D Ale jaki wdzięczny^^
no subject
Date: 2006-04-04 05:37 pm (UTC)*salutuje*
Sayid jest super, Sayid z Sawyerem to już w ogóle
Borze, ale Wy mnie na zupełnie złą drogą sprowadzacie! Przy scenie bójki S/S zeszłam, a przy tym, jak Sayid podał jabłko czy co tam było, Sawyerowi, kwikłam, że to wzruszające (wyobrażasz sobie minę mojego taty? ;)).
OMG, i mam teraz bezLOSTcie, tatuś okupuje TV. BUUUU! :(((
no subject
Date: 2006-04-04 05:40 pm (UTC)no subject
Date: 2006-04-04 05:46 pm (UTC)Matko, kocham minę Sawyera zaraz po złapaniu tego jabłka. I cała scena poprzedzająca (tj. ta w nocy).
Piszczałam, a teraz nie mogę oglądać. Straszne.
Trza było poczekać z emocjami, zamknąc się w sobie, a potem to inaczej jakoś uzewnętrznić... *sniff*
no subject
Date: 2006-04-04 05:49 pm (UTC)Tak, Nash, to całkiem *nie*normalne, bardzo lubię te scenę, minę Sayida, jabłko, minę Sawyera... Ach! Od tego wszystko się zaczęło...:D
no subject
Date: 2006-04-04 05:30 pm (UTC)Co wy robicie z ludźmi?
no subject
Date: 2006-04-04 05:34 pm (UTC)Pokazujemy zbłąkanym owieczkom(lol) właściwy kierunek:D
no subject
Date: 2006-04-04 05:43 pm (UTC)No to: beeeee. Beeee
no subject
Date: 2006-04-04 05:48 pm (UTC)Ekosystem XD
Date: 2006-04-04 09:45 pm (UTC)Spokojnie, Jarrah, to tylko chwilowe. Zapiął pasy, głęboko oddychał i czekał. Był dobry w czekaniu.
Mało powiedziane... Celne stwierdzenie z tymi Amerykanami, biedny Sayid...
Czuł, jak wszystko spowalnia, krew pulsuje coraz głośniej, mocniej, szybciej.
Woow, baardzo mi sie ten kawałek z Boone'm podoba...
Nowe spojrzenie na słodkiego Przeleć_Mnie_Proszę XDD
Mroczny kawałek, brr... to się dopiero nazywa zazdrość ;P
- Shannon. – Shannon. Ciągle nie mógł o niej myśleć. Ciągle nie mógł o niej nie myśleć.
Buu, biedny Sayid. Aż serce się kraja.
Najbardziej mi się podobała czwórka, nie tyle ze względu na CNN i Al Dżazirę (XDDD), ale bardziej dzięki tym dialogom i samej sytuacji... I świetne te końcowe słowa. Jeżeli Sayid miałby skończyć pożarty przez niedźwiedzia, to gotowa jestem powystrzelać wszystkie na tej wyspie, to dopiero zakłóciłoby jej ekosystem. ;)
Pięęękna ta polityczna gadka w piątym drabble'u XDD Republikanie kontra demokraci, OMG XD I ten ekosystem... Zgadza się, że zakłócał ekosystem wyspy - razem z Sawyerem, Jackiem i paroma innymi facetami, taka ilość testosteronu nie może nie zakłócić żadnego ekosystemu, zwłaszcza na tak małej powierzchni... XDDD
Ana Lucia patrzyła na martwego mężczyznę. Po kilku chwilach z zarośli wyłonił się Jack. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Teraz twoja kolei. Zajmij się Sawyerem.
A to zabrzmiało... morderczo. o_O
Ale się sfazowałam... XD Lepiej jednak, żeby twórcy serialu takich numerów nam nie odstrzelili, bo...
Re: Ekosystem XD
Date: 2006-04-04 09:58 pm (UTC)Patrząc na drabble o Sayidzie widzę, że nie tylko ja odczuwałam perwersyjną przyjemność ubijając ulubionego bohatera XDD To w pewnym sensie pocieszające XDD
No wiesz, trochę trwało, zanim się przełamałam. Ale potem wpadłam w ciągXD
Testosteron im tam klimat zmienia, niewątpliwie;) Ach, ci faceci. Ach, ta Ana Lucia...XDDDD
A to zabrzmiało... morderczo. o_O
Miało zabrzmieć:DDD
No i wow, dzięki za długi komentarz;)
Re: Ekosystem XD
Date: 2006-04-04 11:53 pm (UTC)Nie dość, że ginie Sayid, to jeszcze ma zginąć Sawyer, kwick XDDD
Ciąg zabijania ulubionego bohatera... Ciekawe czy jest jakies okreslenie na taki syndrom XDD
Ja wlasnie sie wzielam za cztery kobitki i Jacka XD