kubis: (Shouldmaybe)
[personal profile] kubis
Tekst powstał na Pendolinowy challenge morderców, czyli "Pięć sposobów, na które może zginąć...". [livejournal.com profile] le_mru wybrała Sawyera, [livejournal.com profile] akzseinga Charlie'ego, [livejournal.com profile] pellamerethiel Jacka, a ja Sayida (a jakXD).
Ostrzeżenia: spoilery: pierwsza seria; 2x06, na upartego 2x08. Poza tym należy czytelnika ostrzec, że przy pisaniu ostatniej miałam głupawkęXD
Drabble: wszystkie w przedziale 100-200 słów.
Ikonkę też sobie ustawię a propos, a co;)


1.
Sayid doszedł do wniosku, że stanowczo nie lubi latać samolotami. W ciągu ostatnich miesięcy musiał to robić zbyt wiele razy, miał nadzieję, że ten będzie ostatni.
Nadia...
Nagle samolot wpadł w turbulencje. Spokojnie, Jarrah, to tylko chwilowe. Zapiął pasy, głęboko oddychał i czekał. Był dobry w czekaniu. Jednak wstrząsy nie mijały. Cholera, to naprawdę może być mój ostatni lot... Ze schowków nad siedzeniami wyskoczyły maski tlenowe. Sayid założył swoją i zerknął za okno. W przebłysku swojego czarnego poczucia humoru zdążył jeszcze pomyśleć, że Amerykanie zapewne odetchną z ulgą, że samolot z Arabem na pokładzie wylądował w morzu, a nie w samym centrum Los Angeles.
Potem stracił przytomność.


2.
Boone. Cudownie.
- O co chodzi? – spytał, chociaż doskonale wiedział, co usłyszy.
- A jak myślisz? O Shannon.
Sayid oderwał wzrok od leżącej przed nim krótkofalówki i spojrzał na mężczyznę.
- Powiedziałem ci już wszystko na ten temat. Nie będę cię o nic prosił, bo nie muszę. Shannon jest dorosła.
- O tak, z pewnością – uśmiechnął się kpiąco Boone. – Chcę, żebyś zostawił ją w spokoju.
- A co, jeśli tego nie zrobię? – Sayid z powrotem odwrócił się do leżącego na kawałku folii urządzenia.
- W normalnych warunkach próbowałbym cię przekupić. – Sayid prychnął w odpowiedzi, Boone wzruszył ramionami. – Tak, wiem, nie udałoby się, nie jesteś z tych.
Rozejrzał się po pustej plaży, potem nachylił się. Zrobił to tak szybko, że Sayid nie zdążył zareagować. Nie spodziewał się. Idiota. Czuł, jak wszystko spowalnia, krew pulsuje coraz głośniej, mocniej, szybciej.
Boone wyciągnął nóż i nachylił się nad Irakijczykiem.
- Ale z takimi też sobie radzę.


3.
- Danielle, posłuchaj mnie...
- Podnieś ręce, Sayid.
Uniósł ramiona posłusznie. Wolał z nią nie dyskutować, zwłaszcza teraz. Zwłaszcza, że to ona trzymała karabin.
- Powiedziałam ci, że tu nie jest bezpiecznie. Potrzebujesz mnie i nie możesz ode mnie odejść. Mówiłam ci.
- Danielle...
- Ale ty odszedłeś. Wróciłeś do swoich ludzi. Mówiłam ci, obserwuj ich uważnie. Teraz jedna z nich została zastrzelona. Dziewczyna, którą pokochałeś. Jak miała na imię?
- Shannon. – Shannon. Ciągle nie mógł o niej myśleć. Ciągle nie mógł o niej nie myśleć.
- Przykro mi, Sayid. – Rousseau nacisnęła spust i patrzyła, jak mężczyzna osuwa się na ziemię. – Mówiłam ci, że powinieneś zostać ze mną.


4.
- Nie ruszaj się, Al Dżazira.
- Nawet niegłupie, CNN. Masz jakiś pomysł, co dalej?
Stali na przeciwko wielkiego niedźwiedzia polarnego. Dzieliło ich z nim około trzydzieści metrów. Nie mieli dużego doświadczenia, ale coś im mówiło, że zwierzę w każdej chwili może ruszyć do ataku.
Sayid bardzo powoli sięgnął do paska spodni i wyjął broń.
- Widzę, że ci się pomysły na ironii wyczerpały, więc ja mówię, co robimy. Ja strzelam, ty uciekasz.
Sawyer spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Co?
- Chcesz tu dyskutować teraz? Nie damy rady uciec we dwóch. Ostatnim razem ci się udało, może teraz poszczęści się i mnie. Poza tym, jestem ci coś winien za imprezę z drzazgami.
Sayid pomyślał, że to idiotyczne, że jego ironia sięga szczytów w takich chwilach, jak ta. Drugi mężczyzna stał obok, niezdecydowany.
- Co z tobą, Wuju Samie? Nie możesz się ze mną rozstać? Uciekaj, jak ruszy, to go zastrzelę.
- W porządku. Uważaj na siebie... Sayid.
Kiedy tylko Sawyer zaczął biec, niedźwiedź ruszył w ich stronę. Sayid wystrzelił dwie kule. Kiedy nacisnął spust po raz trzeci, dopadła go przerażająca prawda. Nie miał więcej nabojów.
Nie zdążył nawet pomyśleć o własnej głupocie, kiedy został powalony na ziemię.


5.
Mógł się tego spodziewać. Powinien się tego spodziewać.
Podniósł ręce do góry i odwrócił się powoli.
- A jednak? Poczułaś zew krwi?
- Nie bierz tego do siebie.
Jasne, nie bierz do siebie pistoletu wycelowanego we własną klatkę piersiową. Skądże, nie zamierzam.
- Chcesz mnie zabić. Do kogo mam to brać?
- Nie rozumiesz tego, chodzi o przetrwanie.
- Zakłócam ekosystem wyspy?
- Słuchaj, musimy tu zbudować małą społeczność. Hierarchiczną, innej się nie da. Ty nie chcesz w nią wejść.
- OK, spróbujemy inaczej. Jesteś Amerykanką. Czy w Ameryce nie panuje demokracja?
- Tylko teoretycznie. Palec na czerwonym guziku trzyma republikanin.
Zacisnęła palec na spuście. Sayid upadł na ziemię.
Ana Lucia patrzyła na martwego mężczyznę. Po kilku chwilach z zarośli wyłonił się Jack. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Teraz twoja kolei. Zajmij się Sawyerem.

Date: 2006-04-04 02:13 pm (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Ahem.

KWICK!

Sory, wracamy do ahem. Kubiś zaprezentowała nam Sayida Ironicznego i Świadomego Politycznie. Obie te cechy się czasem u niego ujawniają i wprawiają mnie w zachwyt XD

Argumenty:

W przebłysku swojego czarnego poczucia humoru zdążył jeszcze pomyśleć, że Amerykanie zapewne odetchną z ulgą, że samolot z Arabem na pokładzie wylądował w morzu, a nie w samym centrum Los Angeles.

Taaa, a rozbił się na wyspie z jakimś idiotą Amerykaninem, który zarzucał mu bycie terrorysta, nic dziwnego, że chciał beat the shit out of him.

Boone wyciągnął nóż i nachylił się nad Irakijczykiem.
- Ale z takimi też sobie radzę.


Hyhyhy morderczy!Boone OMG! *kwik zachwytu* Ta miniaturka mnie od wczoraj inspiruje. Może się coś z tego wykluje.

- Shannon. – Shannon. Ciągle nie mógł o niej myśleć. Ciągle nie mógł o niej nie myśleć.

Sniff, to łamie serce. A następne są już on crack :D Przy Al-Dżazirze się uśmiechnęłam, ale już przy CNN ryknęłam, a przy wuju Samie piszczałam. OMG. To moja ulubiona XD

Potem ubił mnie dialog z Aną Lucią i ta mordercza pointa. Yeah! Widzę to jak na własne oczy. To byłby taki follow-up do Jackowego "How long would it take to raise an army?" Byłaby armia, byłaby hierarchia... a Sayid nie lubi się za bardzo podporządkowywać. Sawyer w ogóle nie lubi. No to odstrzału. :D

Ech, świetne.

Image hosting by Photobucket

Profile

kubis: (Default)
kubis

January 2021

S M T W T F S
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jan. 21st, 2026 10:40 am
Powered by Dreamwidth Studios