Po prostu

Jul. 16th, 2006 12:10 am
kubis: (Default)
[personal profile] kubis
Miałam spory zastój. Tonks stoi, nic innego się nie pojawiało. Susie i Nilc przypuściły dzisiaj zmasowany atak, więc stworzyłam sobie odpowiednią playlistę, otworzyłam worda i coś wyszło. Kompletnie oderwane od jakiekolwiek fandomu, po prostu nieco przerośnięty drabble, bo nawet miniaturką nie można tego nazwać.
Ale wklejam.


Po prostu

Nie uciekła sprzed ołtarza. Żadnych teatralnych gestów, żadnych „nie, nie mogę” przed tłumem gości, a potem żadnej ucieczki do czekającego przed kościołem Tego, Z Którym Może.
Wszystko wydarzyło się... tak po prostu. Co prawda ona miała mieć następnego dnia ostatnią przymiarkę sukni, a on już wypożyczył smoking, ale nie zdecydowali się jeszcze ostatecznie na menu, a ich matki kłóciły się o kolor obrusów. Więc nic nie odbyło się w ostatniej chwili. Raczej tak po prostu.
Przyszła do niego we wtorek wieczorem, on zrobił kawę. Nawet nie mógłby powiedzieć, że coś podejrzewał. Nie. Dopiero kiedy usiedli, ona splotła ręce na kolanach, a on pomyślał, że musi być zdenerwowana, bo tylko wtedy tak robi. Poczuł, że napinają mu się mięśnie karku.
- Marek... – Tak po prostu. Marek. Nigdy nie mówiła inaczej – Mareczku, Mari, Mario – inni tak, ale ona nie, ona zawsze zwracała się do niego zwyczajnie.
I w ten wtorek też. Wyjaśniła mu, wytłumaczyła. Przeprosiła. On poprosił, żeby nie przepraszała. Ona powiedziała, że teraz wyjeżdża na trzy tygodnie, ale ma nadzieję, że spotkają się, gdy wróci. On się zgodził. Po prostu.
Kiedy wyszła, poczuł, jak bardzo boli go kark.

Parę dni później około dwudziestej zadzwonił telefon.
- Tak? Cześć, mamo.
Ze słuchawką przy uchu położył się na łóżku i wpatrzył w sufit. Matka mówiła, a on od czasu do czasu pomrukiwał na znak, że nadal jest na linii. Powiedział, że tak, zadzwonił do wszystkich i odwołał. Że tak, czuje się dobrze. Ale wreszcie zadała pytanie, którego się obawiał.
- Co teraz zrobisz?
Zauważył, że na suficie tuż przy lewej ścianie zaczyna złuszczać się farba.
- Oddam smoking do wypożyczalni.

Wiersz, za karę.

Date: 2006-07-16 12:31 am (UTC)
From: (Anonymous)
Już ty sama wiesz, co.
maGd.


Miłość siostrzana

Krew z krwi
I kość z kości
I oczu kolor ten sam.
Z tej samej matki zrodzone
z tych samych życia bram.

Ja siostra, i ty siostra
Nas dwie, a jakbyśmy jedno
Tworzyły, pośród ścieżek losu
Lecz los pokarze z nas tylko jedną...

Ufałam, jak sobie samej
Ostatnią kroplę krwi
Oddałabym za twe życie...
Lecz życie już ze mnie drwi.

Gdy w stronę słońca szłyśmy
Wschodzącego o świcie
Ręka w rękę i dusza w duszę
Sen w sen i życie w życie,

Ty nagle się odwracasz
Zły grymas twarz twoją zmienia
Blask słońca krwisty od wschodu
Oczy twe opromienia.

- Co z tobą, siostrzyczko droga?
Co stało się, ukochana?
Lecz ty już mnie nie słuchasz
Choć ja padam na kolana.

Potwornie się krzywiąc i śmiejąc
Jak bestia o północy
Ty ręką sięgasz za plecy
Ja szepczę słabo: - Pomocy...

Lecz nikt mnie tu nie usłyszy
Ty, ja i słońce wstające
Widziały tylko jak sztylet
Przebija me serce gorące.

To serce, które kochało
Siostrzycę swoją ogromnie
Dziś o poranku załkało
I zmarło. I już jest po mnie.

I gdy tak tkwię o poranku
Z sztyleta ostrzem w trzewiach
Ma dusza szlocha, nie wierzy
Pieśń żalu gorzko śpiewa.

Będę powracać, siostrzyczko.
Dusza twa spokoju nie obaczy
Będę nawiedzać skutecznie
Aż sama się zadźgasz z rozpaczy.

Re: Wiersz, za karę.

Date: 2006-07-16 12:47 am (UTC)
From: [identity profile] kubis.livejournal.com
[Error: Irreparable invalid markup ('<szlocha rozdzierająco>') in entry. Owner must fix manually. Raw contents below.]

<szlocha rozdzierająco>

Wybacz mi, siostro miła,
gorzka mi twoja mogiła!
Gorzkie też w sercu żale,
żem cię zabiła w szale...

Ach, serce me zimne zadrżało,
nad ciałem twym zapłakało
Jak mogłam ugodzić ciosem...
Ach, próżno dziś płaczę nad losem!

Przeszłości i błędu nie zmienię
lecz może twe przebaczenie
uzyskam - bo miłość twa, siostrzana,
jest niczym fala wezbrana!

Teraz ocean się burzy,
niebo nade mną się chmurzy,
żal twój i męka potężne,
ale miłość i troska wciąż mężne!

Toć przecież nadal mnie kochasz
Nawet, gdy płaczesz i szlochasz,
bo miłość nasza siostrzana
na wieki niepokonana!

Madzia, Ty wiesz, co ja Ciem.

Profile

kubis: (Default)
kubis

January 2021

S M T W T F S
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jan. 20th, 2026 09:56 pm
Powered by Dreamwidth Studios